Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2019

Śnieg.

Śnieg przynosi mi spokój. Otula świat ciszą. Wygłusza dźwięki, łagodzi krawędzie, ujednolica krajobraz. Najbardziej lubię gdy padają takie duże płatki. Wtedy mam wrażenie, że ktoś uruchomił na świecie opcję "wycisz". I mentalnie bardzo mnie to wycisza. Tak, wiem... nieodśnieżone drogi i chodniki, błoto pośniegowe bla bla... Ale jak tak sypie, jak przykrywa to koi moje serce. I w ostatnie dni ukoił moje serce. Nie tylko śnieg, ale najpierw on. W pracy czas podsumowań. I się zaczęło... ucisk w żołądku, pisanie samooceny, brak zadowolenia z siebie. Poczucie zmarnowanych szans, robienia wszystkiego źle. Bycie złym psychologiem. Meh meh meh. Źle mi ze sobą było. Co głupie. Na 4 miesiące pracy tych aktywności troszkę się uzbierało. No ale przecież ja nigdy nie czuję się wystarczająco dobra... Ale spadł śnieg. Troszkę mnie wyciszył. A później był wyjazd na weekend. Jechałam tam bardzo smutna. Bardzo. Przytłoczona ciężarem swojego egoizmu, braku samozadowolenia. Po drodze zaczął...

Upadek.

Beznadziejnie jest być przeziębioną. Beznadziejnie. Zawsze. Ale na początku roku szczególnie ciężko. Szczególnie jak się ma silnego crusha (zauroczenie?! chujowe słowo) na faceta, na którego crusha nie powinno się mieć. Ale hej! To zawsze działa w ten sposób, więc bez spiny. Trochę jednak spina jest, a ja nie mam jak tego rozbiegać bo jestem przeziębiona na całego. A gdzieś tam w sobie mam na tyle rozsądku (he he) żeby nie chcieć zapalenia płuc. To nie jest miłość. To jest trawnik u sąsiada - bardziej zielony i soczysty. To jest niespełniona fantazja, która chodzi za mną od liceum To ta beztroska spotkań związana z brakiem trudnych spraw między nami. To lęk przed pierwszym dotykiem. To pragnienie pierwszego pocałunku. To marzenie, żeby przekroczyć granicę. To złamane serce, które mam ambicje poskładać do kupy. Otworzę "Przytułek dla wszystkich przeoranych przez życie im. świętej Matki Beatki" i będę się tam emocjonalnie rozwalać na kawałki dla wszystkich, którzy ci...

sinusoida

Podobno sinusoida gwarantuje, że żyjesz. A może że wariujesz? Te świąteczne dni sprowadzają moją myśli wciąż do jednego tematu. Mikroświatów. I każdego z nas, ze swoim poranionym ego, to Słońce i pępek tego Mikrowszechświata. Czarne lustra. Gwarantują, że żyjemy. A może, że wariujemy? Wystarczy zamknąć drzwi i przeżywać własne sinusoidy we własnym łóżku. Otworzyć wrota do znieczuleń i złudzeń. I śmiać się beztrosko. Albo płakać bez granic. Cierpieć. Być nikim. Umierać wewnętrznie po tysiąc razy. Szarpać się w własnymi demonami by na koniec prosić by odcięły nam żyły. Mam postanowienia noworoczne. Ogrom. 1. Zadbać o ciało. By poprzez to lepiej zadbać o moje w chuj głębokie życie wewnętrzne, pierdoloną inteligencję i jebaną wrażliwość. Nie robić wkurwiającej telenoweli brazylijskiej ze swego zjebanego życia. 2. Nie przeklinać. Wiadomka. 3. Więcej czytać. 4. Częściej milczeć 5. Nie bać się słuchać muzyki 6. Pisać, by czasem się rozumieć Może w przyszłym roku postanowienie n...