Posty

Wyświetlanie postów z 2019

Nocnym pociągiem aż na koniec świata

Znowu wracają stare problemy. Boję się zasnąć. Pomimo zmęczenia przeglądam telefon kradnąc sobie cenne minuty snu. Za to rano nie mam motywacji żeby wstać. Przeciągam to do ostatniej chwili. Później biegam po domu jak szalona, wskakuje do samochodu lekko spóźniona i gnam peugeotem ile mogę (No wiadomo, fabryka cudu tam nie dała). I obiecuje sobie, że nie będę robić sobie więcej takiej krzywdy. Ale później schemat znowu się powtarza... Mam w sobie jakiś niepokój. Napięcie które spina mięśnie, nie pozwala odpocząć, nie pozwala działać. Osadza się miękką ciężkością w żołądku. Wysciela gardło. I szepcze do ucha "byle do piątku". Ale ten piątek zmienia się zaraz w poniedziałek, jak w złym śnie. I czasem łapie powietrze jakbym wynurzała się spod wody. Nie mam ochoty żeby mieć siłę do działania. Chciałabym przeleżeć ile się da... Rozmawiałam dziś o przyjaźni. Dużo o niej myślę. Trochę się ze mnie dziś wylało. A potem nagle zrobiło mi się głupio, że mam czelność oczekiwać czegoś ...

Pomieszanie z poplątaniem

Byłam u ginekologa. Wreszcie. Bo już byłam 100% pewna, że mam raka. Wiadomka... I nawet mój ginekolog potwierdza, że mam jakąś biologicznie zaprogramowaną skłonność do sprawiania sobie więcej bólu niż jest to koniecznie potrzebne. Lekarz miał na myśli, że podczas okresu mój (jakże genialny) organizm wysyła do układu nerwowego bodźce o dużo silniejszym bólu, nie jest on faktycznie. "Taka moja uroda". Mam poczucie, że ta nadinterpretacja bólu nie ogranicza się tylko do menstruacji. Te słowa otworzyły we mnie pewne klapki, które wydawały się zamknięte. I tak oto karuzela śmiechu zaczyna się od nowa... Znowu jestem brzydka, głupia i nie warta uwagi. Znowu grunt ucieka mi spod nóg. Znów jest za mało tlenu w powietrzu. Pamiętam jak mając 16 lat usłyszałam od koleżanki, która mi mega imponowała- "słuchaj, świat nie kręci się w okół Ciebie. Ludzie nie żyją po to, aby każdy gest kierować przeciwko Tobie". Przyznam, że to było dla mnie przełomowe odkrycie. Naprawdę, c...

zanikanie

Czuję jak zanikam. Znikam. Roztapiam się Rozpływam. Jakby rozchodziły mnie wszystkie przychodzące do mnie stopy. Jakby wypatrzyły mnie wszystkie niechętne spojrzenia. Jakby rozgadały mnie plotkujące o mnie usta. Staje się oczekiwaniami. Niespełnionymi. Marzeniami. Niespełnionymi. Problemami. Niechcianymi. Chciałbym żebym mnie obrysował. Palcem. Po krawędzi. Ust. Lini włosów. Pępka. Po krawędzi. Źrenic. Duszy.
Ostatnio pisałam tutaj 25 stycznia. Ale nie dodałam tego postu. Może szkoda, bo pisałam, że jestem z siebie zadowolona. I pisałam dlaczego. Dziś jestem jakby mniej zadowolona. Dziś jestem chodzącym bólem. 177 cm i 57 kg bólu. Wymiotowaliście kiedyś w pracy? Pracując w szkole? Z bólu?! Nosz kur... Ale ja w sumie nie o tym. Jestem na takim etapie swojego życia, że życzyłabym sobie aby nie dotyczyły mnie już te wszystkie dramy rodem z telenoweli brazylijskiej. Ale jest przeciwnie. Delikatnie mówiąc, czuję się niekomfortowo. Jestem zażenowana. Nie samymi konfliktami, tylko ich powodami. Myślałam, że obgadywanie koleżanek i różne dziwne akcje podjazdowe są super w podstawówce, ale później jednak się z tego wyrasta. A tutaj nie... Na poprzednim blogu takim głównym hasłem większości postów było "IGNORANCJA TO SIŁA". Ale okazuje się, że głupota niektórych ludzi przebija się przez moją ignorancję. No dziwnie. A ja wierzę jednak, że karma wraca. I nie lubię tego jadu, który niektó...

Śnieg.

Śnieg przynosi mi spokój. Otula świat ciszą. Wygłusza dźwięki, łagodzi krawędzie, ujednolica krajobraz. Najbardziej lubię gdy padają takie duże płatki. Wtedy mam wrażenie, że ktoś uruchomił na świecie opcję "wycisz". I mentalnie bardzo mnie to wycisza. Tak, wiem... nieodśnieżone drogi i chodniki, błoto pośniegowe bla bla... Ale jak tak sypie, jak przykrywa to koi moje serce. I w ostatnie dni ukoił moje serce. Nie tylko śnieg, ale najpierw on. W pracy czas podsumowań. I się zaczęło... ucisk w żołądku, pisanie samooceny, brak zadowolenia z siebie. Poczucie zmarnowanych szans, robienia wszystkiego źle. Bycie złym psychologiem. Meh meh meh. Źle mi ze sobą było. Co głupie. Na 4 miesiące pracy tych aktywności troszkę się uzbierało. No ale przecież ja nigdy nie czuję się wystarczająco dobra... Ale spadł śnieg. Troszkę mnie wyciszył. A później był wyjazd na weekend. Jechałam tam bardzo smutna. Bardzo. Przytłoczona ciężarem swojego egoizmu, braku samozadowolenia. Po drodze zaczął...

Upadek.

Beznadziejnie jest być przeziębioną. Beznadziejnie. Zawsze. Ale na początku roku szczególnie ciężko. Szczególnie jak się ma silnego crusha (zauroczenie?! chujowe słowo) na faceta, na którego crusha nie powinno się mieć. Ale hej! To zawsze działa w ten sposób, więc bez spiny. Trochę jednak spina jest, a ja nie mam jak tego rozbiegać bo jestem przeziębiona na całego. A gdzieś tam w sobie mam na tyle rozsądku (he he) żeby nie chcieć zapalenia płuc. To nie jest miłość. To jest trawnik u sąsiada - bardziej zielony i soczysty. To jest niespełniona fantazja, która chodzi za mną od liceum To ta beztroska spotkań związana z brakiem trudnych spraw między nami. To lęk przed pierwszym dotykiem. To pragnienie pierwszego pocałunku. To marzenie, żeby przekroczyć granicę. To złamane serce, które mam ambicje poskładać do kupy. Otworzę "Przytułek dla wszystkich przeoranych przez życie im. świętej Matki Beatki" i będę się tam emocjonalnie rozwalać na kawałki dla wszystkich, którzy ci...

sinusoida

Podobno sinusoida gwarantuje, że żyjesz. A może że wariujesz? Te świąteczne dni sprowadzają moją myśli wciąż do jednego tematu. Mikroświatów. I każdego z nas, ze swoim poranionym ego, to Słońce i pępek tego Mikrowszechświata. Czarne lustra. Gwarantują, że żyjemy. A może, że wariujemy? Wystarczy zamknąć drzwi i przeżywać własne sinusoidy we własnym łóżku. Otworzyć wrota do znieczuleń i złudzeń. I śmiać się beztrosko. Albo płakać bez granic. Cierpieć. Być nikim. Umierać wewnętrznie po tysiąc razy. Szarpać się w własnymi demonami by na koniec prosić by odcięły nam żyły. Mam postanowienia noworoczne. Ogrom. 1. Zadbać o ciało. By poprzez to lepiej zadbać o moje w chuj głębokie życie wewnętrzne, pierdoloną inteligencję i jebaną wrażliwość. Nie robić wkurwiającej telenoweli brazylijskiej ze swego zjebanego życia. 2. Nie przeklinać. Wiadomka. 3. Więcej czytać. 4. Częściej milczeć 5. Nie bać się słuchać muzyki 6. Pisać, by czasem się rozumieć Może w przyszłym roku postanowienie n...