Nocnym pociągiem aż na koniec świata
Znowu wracają stare problemy. Boję się zasnąć. Pomimo zmęczenia przeglądam telefon kradnąc sobie cenne minuty snu. Za to rano nie mam motywacji żeby wstać. Przeciągam to do ostatniej chwili. Później biegam po domu jak szalona, wskakuje do samochodu lekko spóźniona i gnam peugeotem ile mogę (No wiadomo, fabryka cudu tam nie dała). I obiecuje sobie, że nie będę robić sobie więcej takiej krzywdy. Ale później schemat znowu się powtarza... Mam w sobie jakiś niepokój. Napięcie które spina mięśnie, nie pozwala odpocząć, nie pozwala działać. Osadza się miękką ciężkością w żołądku. Wysciela gardło. I szepcze do ucha "byle do piątku". Ale ten piątek zmienia się zaraz w poniedziałek, jak w złym śnie. I czasem łapie powietrze jakbym wynurzała się spod wody. Nie mam ochoty żeby mieć siłę do działania. Chciałabym przeleżeć ile się da... Rozmawiałam dziś o przyjaźni. Dużo o niej myślę. Trochę się ze mnie dziś wylało. A potem nagle zrobiło mi się głupio, że mam czelność oczekiwać czegoś ...