Nocnym pociągiem aż na koniec świata
Znowu wracają stare problemy. Boję się zasnąć. Pomimo zmęczenia przeglądam telefon kradnąc sobie cenne minuty snu. Za to rano nie mam motywacji żeby wstać. Przeciągam to do ostatniej chwili. Później biegam po domu jak szalona, wskakuje do samochodu lekko spóźniona i gnam peugeotem ile mogę (No wiadomo, fabryka cudu tam nie dała). I obiecuje sobie, że nie będę robić sobie więcej takiej krzywdy. Ale później schemat znowu się powtarza...
Mam w sobie jakiś niepokój. Napięcie które spina mięśnie, nie pozwala odpocząć, nie pozwala działać. Osadza się miękką ciężkością w żołądku. Wysciela gardło. I szepcze do ucha "byle do piątku". Ale ten piątek zmienia się zaraz w poniedziałek, jak w złym śnie. I czasem łapie powietrze jakbym wynurzała się spod wody. Nie mam ochoty żeby mieć siłę do działania. Chciałabym przeleżeć ile się da...
Rozmawiałam dziś o przyjaźni. Dużo o niej myślę. Trochę się ze mnie dziś wylało. A potem nagle zrobiło mi się głupio, że mam czelność oczekiwać czegoś od kogoś... I jak zwykle samej sobie skwitowałam, że sama nie wiem czego chce.
Gówno prawda!
Chcę dawać i dostawać. Chce czuć się ważna i lubiana. Przez osoby którym okazuje jak ważne i lubiane są przeze mnie. Chce słuchać i być wysłuchana. I nie muszę czuć się z tym źle. Nie muszę więcej słuchać że to wina hormonów i mi przejdzie. Nie muszę rezygnować z siebie żeby było miło. Nie. Mam prawo czuć się źle z tym jak inni mnie traktują. Bo egoizm jest zdrowy. Jest ok. To egocentryzm budzi problem i zamieszanie w relacjach.
A ja jestem taka gotowa się spalić. Już dla tylu osób potrafiłam nie spać po nocach. Żeby tylko skapnęła na mnie kropka ich uwagi. Żeby cień uśmiechu rozjaśnił koncik ust
Może dlatego ostatnio tak mi źle ze sobą. Mam ochotę się podrapać cała. Zdrapać wierzchnią warstwę i wyjść całkiem nowa
Znowu słucham muzyki. Znowu coś tam klece nieporadnie. Podobno to kryzys ćwierćwiecza. To proces. Dojrzewanie. Stabilizacja tkanek. Umieranie naiwności.
Myślę, że ostatnio zaszły we mnie duże zmiany. Oprócz jednej. Dalej potrzebuje akceptacji
Mam w sobie jakiś niepokój. Napięcie które spina mięśnie, nie pozwala odpocząć, nie pozwala działać. Osadza się miękką ciężkością w żołądku. Wysciela gardło. I szepcze do ucha "byle do piątku". Ale ten piątek zmienia się zaraz w poniedziałek, jak w złym śnie. I czasem łapie powietrze jakbym wynurzała się spod wody. Nie mam ochoty żeby mieć siłę do działania. Chciałabym przeleżeć ile się da...
Rozmawiałam dziś o przyjaźni. Dużo o niej myślę. Trochę się ze mnie dziś wylało. A potem nagle zrobiło mi się głupio, że mam czelność oczekiwać czegoś od kogoś... I jak zwykle samej sobie skwitowałam, że sama nie wiem czego chce.
Gówno prawda!
Chcę dawać i dostawać. Chce czuć się ważna i lubiana. Przez osoby którym okazuje jak ważne i lubiane są przeze mnie. Chce słuchać i być wysłuchana. I nie muszę czuć się z tym źle. Nie muszę więcej słuchać że to wina hormonów i mi przejdzie. Nie muszę rezygnować z siebie żeby było miło. Nie. Mam prawo czuć się źle z tym jak inni mnie traktują. Bo egoizm jest zdrowy. Jest ok. To egocentryzm budzi problem i zamieszanie w relacjach.
A ja jestem taka gotowa się spalić. Już dla tylu osób potrafiłam nie spać po nocach. Żeby tylko skapnęła na mnie kropka ich uwagi. Żeby cień uśmiechu rozjaśnił koncik ust
Może dlatego ostatnio tak mi źle ze sobą. Mam ochotę się podrapać cała. Zdrapać wierzchnią warstwę i wyjść całkiem nowa
Znowu słucham muzyki. Znowu coś tam klece nieporadnie. Podobno to kryzys ćwierćwiecza. To proces. Dojrzewanie. Stabilizacja tkanek. Umieranie naiwności.
Myślę, że ostatnio zaszły we mnie duże zmiany. Oprócz jednej. Dalej potrzebuje akceptacji
Komentarze
Prześlij komentarz